życzenia urodzinowe po niemiecku DLA dziecka
   
  • spolecznosc informatyczna
  • jak;zostac;pilotem;samolotow;pasazerskich
  • deweloperzy warszawa bialoleka
  • edeldreda wikipedia
  • lodz liczi
  • jak uniewani certyfikat w OpenVPN
  • Ericsson Z520a
  • mazurek Ciasto
  • stopa plaska u dzieci
  • dorotchen
    życzenia imieninowe dla Księdza na Imieniny
    życzenia dla Taty na Dzień Taty
    życzenia na zakończenie roku szkolnego wierszyki
    życzenia na zakończenie roku i wierszyki dla nauczycieli
    życzenia dla nauczycieli na koniec roku szkolnego
    życzenia dla wychowawczyni na zakończenie roku szkolnego
    życzenia imieninowe wiersze poezja
      dorotchen

    Temat: Poznań vs Wrocław :)
    To ja też coś dorzucę . Z dzisiejszego, poznańskiego wydania "Echa Miasta":


    Poznań trzeba ruszyć

    19.04.2007

    Z Hanną Banaszak, znaną piosenkarką, która za dwa tygodnie obchodzi 50. urodziny, rozmawiamy o Poznaniu i jego szansach


    Lidia Mamys: Urodziła się pani w Poznaniu. Czy są w naszym mieście miejsca, które lubi pani najbardziej?

    Hanna Banaszak: – Hmm, najbardziej lubię okolice Poznania, z którymi jestem związana. Zawsze, nawet mieszkając w Poznaniu, jeździłam za miasto. Jeziora nad Jez. Góreckim, Puszczykowo, Kiekrz, Baranowo…

    A w samym Poznaniu nie ma takich miejsc?

    – Wychowałam się na Jeżycach. Tam mieszkałam jako dziecko. Wiele czasu spędzałam też w parku Sołackim. Jeżyce są dla mnie taką typową poznańską dzielnicą. Kiedyś nie doceniałam jej uroku. Dziś patrzę na to inaczej. To dla mnie teraz bardzo piękne miejsce. Mam wrażenie, że właśnie tutaj mieszkają prawdziwi poznaniacy z krwi i kości, ze wszystkimi cechami charakterystycznymi dla tego miasta. Tak w ogóle bardzo lubię Poznań. W końcu wróciłam właśnie tutaj po wielu latach przebywania w innych miejscach. Mimo że jeżdżę po całej Polsce, i nie tylko, mam to tego miasta sentyment.

    Jakim miastem jest więc dla pani Poznań? Czy różni się od innych miast?

    – Uważam, że Poznań za mało się rozwija. Oprócz Starego Browaru, wspaniałego dzieła Grażyny Kulczyk, za mało powstaje tutaj nowych i pięknych budowli. Jeden taki obiekt to za mało. Porównuję czasem Poznań z Wrocławiem. I niestety wypada przy nim blado. Wrocław niesamowicie się rozwinął i wydaje mi się, że wykorzystał, i wciąż jeszcze wykorzystuje, swoją szansę. Tam wszystko kwitnie w oczach, a młodzi ludzie na pewno nie nudzą się.

    A czy Poznań ma coś do zaoferowania takim młodym ludziom? Jesteśmy przecież miastem studenckim…

    – Tak, ale należałoby tym młodym ludziom dać coś, co ich zachwyci, będzie inspiracją dla ich rozwoju. We Wrocławiu takich bodźców jest sporo. A póki co Poznań kojarzy mi się głównie z nienaganną czystością i schludnością. To cechy niemalże przysłowiowe. Poza tym czuję i wiem z doświadczenia, że jest tu wiele uczciwych ludzi. Poznaniacy są też bardzo europejscy w myśleniu o estetyce, zresztą zawsze tak tutaj było. To chyba jeszcze wpływy niemieckie.

    Czy więc Poznań z takimi mieszkańcami ma szansę być także europejską metropolią? Czy w ogóle może do takiego miana pretendować?

    – Oczywiście. Ma na takie miano ogromne szanse. Jednak trzeba wreszcie to miasto ruszyć z miejsca. Tutaj musi się coś zacząć dziać. Należałoby może również nieco zmienić mentalność poznaniaków. Brakuje jej odrobiny fantazji. Życzyłabym poznaniakom, aby byli mniej zachowawczy.

    A czego można Pani życzyć. 24 kwietnia obchodzi Pani swoje 50. urodziny

    – Każdy musi na swoje życzenia zapracować. Nic nie spada z nieba. Ale jeśli mogę, to proszę, by poznaniacy życzyli mi wiele witalności, siły i przede wszystkim świeżości twórczej.

    Przygotowuje pani dla poznaniaków jakąś niespodziankę w związku ze swoimi urodzinami?

    - Być może jesienią przygotuję specjalny koncert z tej okazji.


    Hanna Banaszak (ur. 24 kwietnia 1957 w Poznaniu) – polska piosenkarka jazzowa i estradowa. Wykonuje standardy muzyki jazzowej i rozrywkowej lat 20. i 30. oraz muzykę współczesną.
    Źródło: forum.investmap.pl/viewtopic.php?t=618



    Temat: Szpital na Bałuckim rynku
    " />no nie bylo na rynku baluckim szpitala cholera pomylilem sie o 15 m W budynku, który w ostatnich latach został zdewastowany, w czasie wojny mieścił się główny szpital getta, a także apartament Chaima Mordechaja Rumkowskiego, Przełożonego Starszeństwa Żydów w getcie.

    Budynek został wybudowany tuż przed wojną dla potrzeb Kasy Chorych. Był jednym najnowszych i najbardziej eleganckich gmachów na terenie Bałut.

    W czasie wojny mieścił się w nim powołany przez Rumkowskiego Wydział Zdrowia i szpital nr 1. W jednym ze skrzydeł znajdowało się prywatne mieszkanie prezesa.

    Do września 1942 roku służba zdrowia w getcie funkcjonowała w miarę normalnie. Było siedem szpitali i siedem aptek, cztery przychodnie, dwie stacje pogotowia, w sumie ponad 2600 łóżek dla chorych. Przeprowadzano badania, nawet prześwietlenia płuc, wypisywano recepty, choć niestety częściej karty zgonu. Szpital dla dzieci mieścił się niemal naprzeciwko, przy ul. Łagiewnickiej 37. Dopiero we wrześniu 1942 roku, podczas tzw. szpery, wszystkie szpitale zostały zlikwidowane. Odbyło się to w sposób bardzo brutalny, opisy można odnaleźć w dziennikach z tego okresu. Niemcy wywieźli wszystkich chorych do Chełmna nad Nerem. Zdecydowano również o usunięciu z getta wszystkich osób starych, powyżej 65 lat i dzieci do lat 10. Zdaniem nazistów był to element zbędny, bo niepracujący, którego należy się pozbyć. Aby wykonać polecenie Niemców, Rumkowski zaapelował do rodziców, aby dobrowolnie oddali swoje dzieci.

    Ja muszę przeprowadzić tę krwawą operację. Muszę poświęcić członki, by ratować ciało. Muszę odebrać wam dzieci, bo inaczej inni zginą wraz z nimi - mówił. Najpierw policjanci żydowscy, a potem - gdy ci nie dali sobie rady - również niemieccy funkcjonariusze policji odbierali dzieci rodzicom. Przewożono je najpierw do tzw. punktów zbornych. Dla zachodniej strony getta był nim szpital przy Drewnowskiej 75 [patrz: Szpital numer 2], dla wschodniej - właśnie szpital przy Łagiewnickiej 36. Ponoć przez to miejsce przeszło wówczas ponad 6 tysięcy osób, które potem przewieziono autami na stację kolejową Radegast na Marysinie. Stamtąd zabrano ich do ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem, gdzie zostali zamordowani.

    Na zachowanych archiwalnych zdjęciach z września 1942 roku widać, że ludzie próbowali ratować się ucieczką, starali się wynieść stamtąd dzieci, ale byli odpędzani przez policjantów.

    To najtragiczniejsze wydarzenie w dziejach łódzkiego getta. W dniach 3-12 września 1942 roku wywieziono z getta 15 681 osób. Na terenie getta Niemcy zabili około 600 osób, głównie rodziców wywożonych dzieci.

    Potem w dawnych budynkach szpitalnych - przy ulicy Łagiewnickiej 36 i 37 - mieściły się zakłady krawieckie, szyto w nich ubrania wojskowe i cywilne.

    Od końca sierpnia 1944 roku, po wywiezieniu niemal wszystkich mieszkańców, w dawnym szpitalu nr 1 mieścił się obóz dla około 600 osób, które zostały osobiście wybrane przez Hansa Biebowa do pracy na terenie Niemiec. Ci ludzie uniknęli wywiezienia podczas likwidacji getta. Wśród nich było wielu przedstawicieli administracji żydowskiej z Bałuckiego Rynku. Wyjechali z Łodzi pod koniec października 1944. Większość z nich przeżyła wojnę.

    Ponieważ akcja odbywała się w tempie niezmiernie szybkim i wozy stale odchodziły i przybywały do szpitala, wydelegowani do punktów zbornych celem spisywania deportantów urzędnicy nie mogli nadążyć spisać przywiezionych i tylko część ujęta została spisem, inni zaś wywiezieni zostali z getta autami, a personalia ich nie zostały i może nigdy nie zostaną już ustalone.
    Kronika getta łódzkiego, 14 września 1942, t. 2, s. 246.

    W sobotę, dnia 27 grudnia odbył się ślub Przełożonego Starszeństwa Żydów M.Ch. Rumkowskiego z mgr praw Reginą Weinberger. Ślub odbył się w mieszkaniu pana prezesa, znajdującym się w gmachu szpitala nr 1. W uroczystości wzięło udział szczupłe grono rodzinne oraz najbliżsi współpracownicy zwierzchnika getta. Ślubu udzielił rabin Fajner.
    Kronika getta łódzkiego, 26-28 grudnia 1941, t. 1, s.340.

    W dniu 1 bm. Przełożony Starszeństwa Żydów, prezes Ch. M. Rumkowski ukończył 64 lata. W godzinach wieczornych w mieszkaniu prywatnym pana prezesa, w gmachu szpitala nr 1, składali solenizantowi życzenia jego najbliżsi współpracownicy. Pan prezes został w dniu swoich urodzin obdarowany całym szeregiem upominków, wykonanych przez zatrudnionych w resortach rzemieślników. Szereg prezentów świadczy o bardzo wysokim zmyśle artystycznym wykonawców i posiadać będzie niewątpliwie w przyszłości zabytkową wartość.
    Kronika getta łódzkiego, 10-24 marca 1941, t. 1, s. 88.

    Byliśmy dzisiaj na "wycieczce" w szpitalu na Łagiewnickiej w celu obejrzenia rentgena i dokonywanych prześwietleń. Byliśmy świadkami prześwietleń robionych u dzieci szkół powszechnych przysyłanych przez przychodnię przeciwgruźliczą. Wszędzie prawie oznaki gruźlicy. Przyjechało w tym tygodniu kilkadziesiąt osób z Warszawy. Opowiadają nie wiem jakie okropności o tamtejszej sytuacji, ale żaden z nich nie ma tej strasznej ziemnisto-gruźliczej cery naszego getta.
    Dziennik Dawida Sierakowiaka, 20 sierpnia 1941, s. 48.

    Obóz zbiorowy, znajdujący się przy ul. Łagiewnickiej 36, wciąż jeszcze nie wyjechał. Skoszarowani tam pracownicy wykonują różne zamówienia. Przychodzą nawet do naszego resortu i produkują torby na cement. Jak długo będą zatrudnieni przy tych obstalunkach - nie wiadomo.
    Jakub Poznański, Dziennik z łódzkiego getta, 2 września 1944, s. 211.
    Źródło: lodz-eksploracja.org/forum/viewtopic.php?t=3178



     
      Start
    Gmina Lipka
    GMA grube
     
     
    Depositum nullum habet praescriptio - depozyt nie podlega przedawnieniu.
    Często trzeba powiedzieć "nie", żeby siebie potwierdzić. Stanisław Jerzy Lec (pierw. de Tusch - Letz, 1909-1966)
    Jak świat światem, rozrywka zawsze miała stokroć szersze powodzenie od wielkiej sztuki. Z domami publicznymi nigdy nie mogły konkurować panteony. Jerzy Waldorff (1910-1999)
    Fortuna sprzedaje to, co sądzimy, że daje. Jean de la Fontaine
    Ile kto ma cierpliwości, tyle mądrości. G. Knapski